AKTUALNOŚCI
Dzień kobiet w Podlaskiej OIA RP Iluż rzeczy nie wiedzieliśmy! Tych o
przygotowaniu czy jedzeniu sushi, czy tych o najlepszych sposobach na relaks. A poznałyśmy to
wszystko podczas „izbowego” Dnia Kobiet, jaki podlaski samorząd zawodowy architektów zorganizował
swoim członkiniom. Spotkanie pod nazwą „Architektura jest kobietą” weszło już na stałe do kalendarza
imprez Podlaskiej Okręgowej Izby Architektów RP. Tegoroczne odbyło się w przeddzień kalendarzowego święta – 7 marca. Na wspaniałe zwieńczenie tygodnia zostałyśmy zaproszone (bo i ja również, za co bardzo dziękuję) do Hotelu Cristal w Białymstoku. Powitał nas tutaj słodki poczęstunek i Katarzyna Jabłońska, wiceprzewodnicząca Okręgowej Rady PDOIA RP, która w imieniu Marcina Marczaka - przewodniczącego Rady, pełniła funkcję gospodyni spotkania. ![]() Trzeba
powiedzieć, że to pani Kasi - w dużej mierze - zawdzięczamy organizację uroczystości i wymyślanie
czekających na nas atrakcji. Zaczęła pani Beata: - Ishiki to miejsce relaksu w nucie japońskiego klimatu - opowiadała. - Jest idealnym sposobem na zregenerowanie sił, wzmocnienie i uodpornienie organizmu, no i – oczywiście – na relaks. Ishiki „słynie” głównie z floatingu, czyli lewitacji na roztworze wody z dużym stężeniem soli Epsom. Szczelna komora floatingowa ogranicza bodźce zewnętrzne, dając nam poczucie oderwania się od świata, a sól - siarczan magnezu - wnikając przez skórę pozwala na zmniejszenie niedoborów tego pierwiastka w organizmie. Jest jeszcze wiele zalet unoszenia się na powierzchni wody, jak choćby odciążenie kręgosłupa i zmniejszenie rożnego rodzaju bólów. Ishiki oferuje również ganbanyoku - skalną kąpiel - tradycyjny japoński zabieg saunowania na specjalnych łóżkach kamiennych oraz profesjonalne masaże ciała. Jeden z nich – Shiatsu, pani Beata zaprezentowała na ochotniczce. Wprawdzie nie trwał on 80 minut, jak jest w rzeczywistości, ale i po wersji skróconej nasza ochotniczka wstała zadowolona i szczęśliwa komentując: „czuję się, jakby mi ktoś pięć kilogramów zdjął”. Salon Ishiki, którego właścicielem jest Bartosz Sadowski, ufundował kilka wejściówek, które zostały rozlosowane wśród pań. ![]() ![]() ![]() Następnie zaczęła się kulinarna część
wieczoru z firmą Koku Sushi z Białegostoku (Koku Sushi to największa sieć franczyzowa sushi w
Polsce). Na czym miała polegać? Były to warsztaty przygotowania sushi. Choć składniki, pięknie
prezentujące się na stole, kusiły, najpierw posłuchaliśmy ciekawostek o Japonii, z którymi zapoznała
nas Martyna Krzymowska, manager lokali Koku Sushi w Białymstoku. Następnie poznaliśmy trochę teorii
o jednej z najzdrowszych potraw na świecie pochodzącej z tego kraju. Choć... zaraz, zaraz. Czy na
pewno z Japonii? To akurat nie jest do końca prawdą. Okazuje się, że to w Chinach, jeszcze przed
naszą erą, próbowano zakonserwować ryby słodkowodne, wrzucając je do beczek wypełnionych gotowanym
ryżem. Wskutek fermentacji ryż kwaśniał, ale ryby przez pewien czas były zdatne do spożycia. Ten
sposób konserwacji przywędrował do Japonii. Z biegiem czasu zaczęto tutaj jeść nie tylko ryby, a
także sfermentowany ryż. Stąd wzięła się nazwa dania, bo słowo sushi oznacza kwaśny ryż. Głównym
składnikiem sushi jest właśnie ugotowany ryż (specjalna krótka odmiana) zaprawiony octem ryżowym,
solą i cukrem. I
chyba w tym momencie nasz stół wzbogaciły miseczki ryżu, nasze ręce - rękawiczki i... do dzieła.
Sztuki kręcenia sushi uczyli nas: Krzysztof Giżewski – główny sushi-master w Koko Susi i Szymon Mach
– zastępca szefa kuchni w Koku Sushi przy ul. Zachodniej w Białymstoku. Szło nam ponoć bardzo
dobrze. Pochwał nigdy za dużo, szczególnie w Dniu Kobiet, choć zdajemy sobie sprawę, że coś się tam
nie skleiło, ryż wypadał, a krewetkę zjadłam przed włożeniem. W trakcie pracy próbowaliśmy sake i
słuchaliśmy porad, wskazówek i ciekawostek. Oj, ile błędów popełnialiśmy jedząc sushi. „Sprzedamy”
tym, którzy nie byli, kilka porad. Wasabi, sos sojowy i imbir to trzy dodatki, które są podawane do
sushi. Każdy z nich spełnia określoną rolę. Wasabi nadaje ostrość. Oryginalne robi się z korzenia
japońskiego chrzanu ucieranego na tarce z wysuszonej skóry rekina. Kilogram takiego dodatku kosztuje
5 tys. zł. Sos sojowy podkreśla smak ryby i należy go serwować tylko na rybę. Obrazą kucharza jest
moczenie w sosie ryżu, który przecież jest już właściwie przyprawiony przez kiszenie. Gari, czyli
marynowany imbir – oczyszcza kubki smakowe i powinien być spożywany między jedzeniem różnych
kawałków, aby właściwie delektować się ich smakami. Każdy kawałek sushi to zamknięta, pełna
kompozycja. Dlatego zjadamy go w całości. Sushi możemy jeść rękoma. I my prawie w całości zjedliśmy własnoręcznie przygotowane „kółeczka”. Panowie zręcznie
pokazali, jak tworzą najtrudniejsze rolki. Na koniec dostałyśmy dyplomy ukończenia warsztatów i
kilka nagród od Koku Sushi za uważne słuchanie. Resztę swoich dzieł mogliśmy zabrać do domu razem z
białymi tulipanami, które czekały specjalnie na nas. Zadowolone i docenione dziękujemy Izbie za
przepiękną uroczystość. tekst i zdjęcia: Barbara Klem ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() data publikacji: 2025-03-11 12:56:51 |