Wojewoda Podlaski wydał decyzję miażdżąco uchylającą zaskarżoną decyzję dotyczącą odmowy zatwierdzenia projektu budowlanego i wydania pozwolenia na budowę organu administracji architektoniczno-budowlanej pierwszej instancji. Potwierdza to, że my architekci, powinniśmy się o swoje bić !
Nie sądzę by był to casus jednostkowy, zważywszy na powody odmowy jakimi posłużył się organ pierwszej instancji - powody w mojej ocenie (jako pełnomocnika inwestora) od początku były niezgodne z prawem. Ale...
Zachęcam do lektury całego artykułu (i pobrania załącznika - decyzji wojewody).

Na wstępie - nie wchodząc jeszcze w szczegóły, opisywana sprawa to przykład nie tyle ignorancji lub jak kto woli, realizowanej od wielu lat maksymy: „stosowanie prawa tak, jak my je rozumiemy”, lecz po prostu: zwyczajnej ludzkiej podłości wyrosłej na gruncie urzędniczej bezkarności.
Nie mam wątpliwości co do swojej radykalnej oceny, gdyż siedem argumentów, które wymienia wojewoda uchylając decyzję organu niższej instancji, to w znacznej mierze kwestie formalne/proceduralne (marginalne) i co najważniejsze: to relikty przeszłości niezgodne z aktualnie obowiązującym prawem.
Dlaczego wspomniałem o urzędniczej podłości ?
Ponieważ jak każdy kto na co dzień styka się z organami aa-b, doskonale zdaję sobie sprawę, jaka jest ścieżka wszelkich urzędniczych decyzji, postanowień i innych dokumentów.
Osoba „prowadząca sprawę” formułuje ich treść (zarzuty etc.), potem druga osoba („przełożony”) formalnie je podpisuje.
Dlatego wątpię, by nieznajomość obowiązującego prawa w podejmowanych - niekorzystnych dla inwestora - decyzjach, wynikała jedynie z ignorancji (albo co gorsza jakiejś niefrasobliwości, braku odpowiedzialności itp), zważywszy na udział w ich podejmowaniu więcej niż jednej osoby !
W kilku ostatnich latach Prawo budowlane zmieniało się wielokrotnie, chwilami dość mocno. Uproszczono m.in. szereg kwestii proceduralnych.
Niestety w niektórych organach aa-b z braku istotnych zarzutów merytorycznych (do projektu etc.), żeby jak się wydaje zaspokoić już tylko urzędniczą próżność (i niestety przedłużając postępowanie) wytyka się cokolwiek.
Króluje albo „brak poświadczenia za zgodność z oryginałem”, albo wymóg dostarczenia oryginału (zamiast kopii), albo wymóg dołączania „czystej mapy” itp.
Albo... (jak m.in. w opisywanej sprawie) ignoranckie twierdzenie, że jak "czegoś" nie ma np. w głównym rysunku Projektu Zagospodarowania Terenu, to tego w ogóle nie ma w projekcie !
Gdy tymczasem "to" jest - na osobnym/kolejnym rysunku/-ach PZT, podrzędnych/uzupełniających w celu poprawy czytelności głównego rys. PZT itd ( na co wskazuje § 17 ust. 1 rozporządzenia w sprawie szczegółowego zakresu i formy projektu budowlanego ). Chodzi o skrupulatnie rozrysowane Obszary Oddziaływania Obiektów, celowo zamieszczone na odrębnym (a nie głównym) rysunku PZT - już bez nadmiaru informacji zawartych w pierwszym/podstawowym rys. PZT.
Podobnie "urzędnicze bicie piany" dotyczy dokumentów dołączanych do wniosku, do projektu itp.
Pomimo iż obowiązujące zapisy prawa w odniesieniu do szeregu dokumentów nie dość, że wprowadziły możliwość posługiwania się ich kopią (Ustawa Prawo Budowlane Art. 33 ust. 2b), to jednocześnie Ustawa PB wyraźnie wymienia tylko jeden (!) przypadek konieczności poświadczenia oryginalności kopii dokumentu a konkretnie dotyczy to: kopii uprawnień (Art. 12 ust. 13 oraz Art. 34 ust. 3d) !
Łatwo to sprawdzić otwierając np. PDF'a Ustawy PB by wyszukać frazę "za zgodność". Zostanie odnaleziona tylko w dwóch miejscach - tam gdzie mowa właśnie o kopii uprawnień (i nigdzie więcej) !
Oczywiście osobną kwestią jest sam obowiązek dołączania kopii uprawnień, ponieważ dotyczy on jedynie pewnej "mniejszości" uprawnionych projektantów: dotychczas nie wpisanych do systemu e-crub.
W związku z powyższym, skoro ustawodawca we wspomnianych Art. 12 ust. 13 oraz Art. 34 ust. 3d zapisał wprost wymóg poświadczenia za zgodność kopii uprawnień a jednocześnie nie nałożył analogicznego wymogu poświadczania za zgodność innych dokumentów np. wymienionych w Art. 33 ust. 2b, to wywodzenie obowiązku (poświadczania za zgodność) z Art. 76a § 2 k.p.a., jest nadinterpretacją przepisów ( Art. 6 i 7a k.p.a. ) !
Byłoby kompletnie nielogiczne by w jednym przepisie tej samej Ustawy PB pojawiało się określone wymaganie (tj. poświadczania za zgodność) a w drugim go nie było, a i tak w obu przypadkach należałoby tak samo realizować to wymaganie ! Czyli zawsze i wszędzie poświadczać za zgodność oryginalność wszystkich kopii załączanych dokumentów, chcąc spełnić wymagania organu aa-b odnośnie załączników do wniosku o pozwolenie na budowę ?
Co innego (i to byłoby logiczne !) gdyby ustawodawca w żadnym miejscu Ustawy PB nie podnosił kwestii obowiązku poświadczania za zgodność, wtedy można byłoby domniemywać, iż obowiązek w tym względzie co do zasady rzeczywiście wynikałby z przywoływanego tak chętnie (i cytowanego przez organy aa-b niczym antidotum na wszelkie podobne bolączki) Art. 76a § 2 k.p.a.
Podsumowując w/w argumentację, swoją drogą stanowiącą opinie przedstawicieli KRIA biorących udział w pracach legislacyjnych zmian Ustawy PB i ustaw z nią związanych na przestrzeni ostatnich lat, kwestie nadinterpretowania przez niektóre organy aa-b przepisów poświadczania dokumentów "za zgodność" konkludują następująco:
"wprowadzenie możliwości dołączania kopii dokumentów (do wniosku, projektu...) zostało przez ustawodawcę dopuszczone z chwilą wprowadzenia zmian związanych z elektroniczną możliwością składania wniosków. I co do zasady złożenie wniosku w wersji papierowej nie może różnić się w procedurach od złożenia wniosku w wersji elektronicznej !"
Z jednej strony słyszę w bezpośredniej rozmowie od osoby przełożonej, że nakładany na inwestora obowiązek dostarczenia „czystej mapy” to tylko „prośba o jej dostarczenie” (a nie wymóg formalny).
Lecz z drugiej strony mimo wszystko „czysta mapa” jako wymóg konieczny jest wymieniana w formalnym postanowieniu wśród innych elementów uzupełnienia dokumentacji, z powołaniem się na podstawę prawną - swego rodzaju „od Sasa do Lasa”, bo z Art. 33 ust. 2 pkt. 1 Ustawy PB na który powołuje się organ, w żaden sposób taki obowiązek nie wynika !
Oczywiście na pytanie "gdzie w Art. 33 ust. 2 pkt. 1 Ustawy PB (na który powołuje się organ aa-b w swoim postanowieniu odnośnie "braków w projekcie") jest mowa o konieczności umieszczenia czystej mapy do celów projektowych wśród załączników do wniosku o PnB ?", próżno oczekiwać merytorycznej odpowiedzi.
Za to jak na ironię w decyzji organu aa-b pierwszej instancji odmawiającej zatwierdzenia dokumentacji projektowej i wydania pozwolenia na budowę, po raz drugi wśród powodów odmowy jota w jotę jest powtórzony z wcześniejszego postanowienia zarzut organu: "... wniosek uzupełnić o czystą mapę do celów projektowych" - i jak nie trudno zgadnąć z powołaniem się na tę samą irracjonalną podstawę prawną Art. 33 ust. 2 pkt. 1 Ustawy PB !
Niestety do niektórych przedstawicieli organów aa-b pierwszej instancji, zupełnie nie dociera (zanim wydadzą negatywną/odmowną decyzję), że w swoich postanowieniach (wzywających do uzupełnieniu braków w „dokumentacji i załącznikach”) stawiają wymogi niezgodne z prawem.
Osobiste wizyty i wyjaśnienia w urzędzie na etapie postępowania pierwszej instancji, jak również formalne wyjaśnienia na piśmie z dołączonymi np. stanowiskiem GINB albo wyjaśnieniami z Rządowego Centrum Legislacyjnego (uzasadniającymi powody zmian szeregu kwestii ostatnich zmian legislacyjnych prawa budowlanego etc), również nie robią żadnego wrażenia.
Jakby „klamka zapadła”, sprawa "leci na ścianę", pomimo iż komunikaty do ostatniej chwili wydają się być sprzeczne.
Dlatego po werbalnych zapowiedziach podwładnego przypominających groźby wydania decyzji odmownej - w wypadku nie spełnienia zarzutów „do dokumentacji...” nie pozostaje nic innego jak udać się na rozmowę z jego przełożonym - skoro podwładny uporczywie brnie w ślepy zaułek bezprawia. I przy okazji spróbować przeanalizować wraz z przełożonym wcześniejsze pisemne wyjaśnienia odnośnie zarzutów do dokumentacji (w końcu przez niego podpisanych), skoro jego podwładny najwyraźniej całkowicie ignoruje formalne wyjaśnienia, zapowiadając decyzję odmowną.
Tu w skądinąd miłej, sympatycznej rozmowie, nie zapowiadającej niczego złego, kiedy mowa o zapowiadanej przez podwładnego groźbie odmowy wydania PnB, z ust osoby przełożonej pada wprost:
"(...) on może sobie napisać odmowę (czyt.podwładny),
to jeszcze musi dostać ode mnie podpis !".
I wydawałoby się czego chcieć więcej !? Nie przeceniając słów, pobrzmiewa w nich jakiś zdrowy rozsądek, jakby zapewnienie...
Jeszcze tylko uprzejma prośba by przełożony przyjrzał się przedmiotowej sprawie ("objął nadzorem" itd) i można wracać z nadzieją, że wcześniejsze pisemne wyjaśnienia (w ramach uzupełnionych braków w dokumentacji projektowej itd), odwołujące się do obowiązującego prawa wreszcie zostaną zauważone i wzięte pod uwagę - jeśli dotychczas z różnych powodów to nie nastąpiło.
I kiedy niemal nazajutrz, odbiera się list polecony, jedyna myśl jaka temu towarzyszy to przekonanie, że po ostatnich zwrotach akcji batalia wreszcie dobiegła końca i...
No właśnie po otwarciu koperty czar pryska a w sentencji odebranej decyzji zamiast słowa "udzielam" widnieje: "odmawiam" (zatwierdzenia projektu budowlanego i wydania pozwolenia na budowę itd) !
W tej sytuacji na prawdę trudno oprzeć się wrażeniu, iż sprawę już całkowicie zdominowała podłość urzędniczej bezkarności na wszelkich poziomach.
Jeszcze wczoraj przełożony zapewniał iż nie jest skłonny do podpisywania wszystkiego jak leci... Dzisiaj fakty pokazały coś zupełnie innego - czy to "ogon merda psem" (?)
I dopiero wojewoda musi sprowadzać na ziemię urzędniczą bezkarność organu aa-b pierwszej instancji.
Tylko dlaczego walka z urzędniczą bezkarnością odbywa się kosztem inwestora (i w tym wypadku jego pełnomocnika), który traci energię i czas na odwoływanie się od negatywnych decyzji starosty do wojewody (organu wyższej instancji) !?
Przygotowanie odwołania, uzasadnienie (z powtarzaniem w gruncie rzeczy tych samych wyjaśnień, które jeszcze przed chwilą przedkładało się organowi pierwszej instancji), rozważanie czego zabrakło we wcześniejszych wyjaśnieniach by coś co jest oczywiste nie było interpretowane jak karykatura obowiązującego prawa (z bezkarnym widzimisię organu), potem oczekiwanie na rozstrzygnięcie itd. To wszystko zajmuje co najmniej kilka miesięcy !
Czy i kiedy skończy się „Polska powiatowa” w interpretacji prawa, o której nieustannie przypomina się projektantom w trakcie szkoleń z nowelizacji prawa budowlanego na przestrzeni ostatnich lat ?
Leonardo Da Vinci powiadał:
„Sprzedajesz nam Boże wszystkie dobra za cenę trudu”.
Ów trud zapewne dotyczył nie tylko jego doświadczeń mocowania się z rzemiosłem uprawianego zawodu, ale również zmaganiem się z innego rodzaju przeciwnościami, na które kilka wieków później zwrócił uwagę św. Jan Bosko mówiąc wprost:
„Potęga ludzi złych żywi się tchórzostwem dobrych”.
Kiedy przed rokiem, w pod koniec stycznia 2025 r. w Księdze Mądrości Syracha (Syr 1,23) przeczytałem:
„Cierpliwy do czasu dozna przykrości, ale później radość dla niego zakwitnie”,
nie spodziewałem się, że dosłownie jeszcze tego samego dnia, po kilku miesiącach oczekiwania odbiorę decyzję wojewody, w sposób miażdżący uchylającą zaskarżoną decyzję odmowną organu aa-b pierwszej instancji: "z powodu naruszenia prawa procesowego i materialnego", i nakazującą ponowne rozpatrzenie sprawy itd. - ostatecznie zakończone uzyskaniem decyzji pozwolenia na budowę !
Chcąc nie chcąc konieczne jeszcze było uzyskanie „nowej” decyzji o Warunkach zabudowy (dodatkowych kilka miesięcy oczekiwania), uwzględniającej również „mury oporowe” (występujące w projekcie). Naturalnie to temat do osobnej dyskusji: kiedy murek oporowy w ogrodzie w interpretacji organów aa-b (w tym wypadku wojewody, a nie starosty) urasta do rangi konstrukcji oporowej, do której to potrzebne jest pozwolenie na budowę, a to z kolei wymaga WZ „z konstrukcjami oporowymi” itd.
W związku z powyższym od jakiegoś czasu wnioskując o WZ do budowy tego czy tamtego, prewencyjnie uwzględniam/dopisuję: i „konstrukcji oporowych”.
Początkowo budzi to zdziwienie adresatów wniosku (dopytujących o jakie konstrukcje oporowe chodzi ?). Jednak po krótkich wyjaśnieniach łatwo uświadomić "zadziwionym", że lepiej mieć w sentencji WZ „i konstrukcje oporowe” aniżeli ich nie mieć, i narażać się na niepotrzebną batalię interpretacyjną: czy zaprojektowany (w ramach całej inwestycji) jakiś murek to jeszcze „murek ogrodowy” czy już „konstrukcja oporowa” (?), której główna funkcja (bez względu na inne przeznaczenie) polega na: „utrzymywaniu w stanie stateczności uskoku naziomu gruntu” (jak to ujął WSA w zacytowanym przez wojewodę wyroku), co w konsekwencji i tak może skończyć się czasochłonną koniecznością ubiegania się o „nowe” WZ.
Polecam choćby pobieżne zapoznanie się z załączoną decyzją wojewody, w której graficznie wyróżniłem istotne wnioski w niej zawarte.
Pomimo, iż z założenia każde postępowanie przed organem aa-b to sprawa indywidualna, załączona decyzja wojewody może mimo wszystko być przydatna jako swego rodzaju „orzecznictwo”, pokazujące organowi aa-b jakie stanowisko zajmie wojewoda na etapie odwołania (bo taka sprawa, lub któryś jej wątek były już przedmiotem odwołania itd), jeśli urzędniczy upór i nadgorliwość w podobnych kwestiach (jak zawarte w uchyleniu odmowy) będą równie nieustępliwe.
arch. Bogdan Wasilewski, członek Podlaskiej OIA RP