Nikt nie potrafił na szybko powiedzieć, które to już warsztaty. Dzieci mówiły, że „są od zawsze” albo „przychodzę tu od dawna”. Wyszperałam w archiwum. To już siódma, powiedzmy poważnie, edycja. A przypomniawszy sobie, że odbywają się dwa razy w roku, czyli jest to czwarty rok ich funkcjonowania. Cztery lata i tak bardzo wpisały się w życie dzieci...
Na początek oddaję głos organizatorce:
- Pomysł tegorocznych warsztatów wynikł z moich rozmów z samymi uczestnikami - mówi Milena Klimowicz. - Nie chcieliśmy się ograniczać do zwierząt typowo wielkanocnych, bo te są już znane dla wszystkich. Natomiast dzieci chętnie wyrażają chęć pokazania zwierząt, które lubią, które mają w domu, o których marzą. I to odzwierciedla temat warsztatów.
Zgłosiło się bardzo dużo chętnych, ponad 50 dzieci w różnym wieku. Najmłodszy uczestnik miał trzy i pół roku, najstarszy - prawie 18 lat. Dzieci były – jak zawsze – podzielone na grupy wiekowe. Dwie najmłodsze zaczęły w sobotę po południu, dwie najstarsze skończyły w niedzielę grubo po dziewiętnastej.
Nieocenioną pomocą w prowadzeniu warsztatów były studentki: Aleksandra Kamińska, Marika Ciupa, Małgorzata Pawłowska i Paulina Bołtruczuk z Samorządu Studenckiego Wydziału Architektury Politechniki Białostockiej.
- Najstarsza grupa to, stali „warsztatowi” bywalcy - kontynuuje Milena Klimowicz. - Dla nich przygotowaliśmy niespodziankę w postaci mini wykładu na temat genezy rysunku architektonicznego - od prehistorii po czasy współczesne.
Piękną prezentację, ze zdjęciami i inspiracjami, przygotowały na ten temat studentki. Przyniosły również makiety różnych budynków: jednorodzinnych, usługowych itp. Wykład ukierunkował młodzież do wykonania zadania, które polegało na naszkicowaniu budynku. Ale... Najpierw każdy wylosował kartkę z emocjami. W myśl losowej emocji trzeba było zaprojektować budynek np. smutny albo taki, który sprawia wrażenie zaskoczenia, czy budzi pozytywne emocje, czyli radość. Bo architektura m.in. ma za zadanie wzbudzać w nas emocje.
- Jesteśmy studentkami trzeciego roku architektury - mówi Aleksandra Kamińska. - Naszym zadaniem w samorządzie jest pomoc studentom nie tylko zapewniając im rozrywkę w postaci różnych wydarzeń, które mają zacieśnić więzy pomiędzy studentami i gronem akademickim, ale również pomagamy im w przypadku różnych problemów. Bardzo lubimy współpracę z Podlaską OIA RP.
Więc część osób lepiła zwierzątka i nie tylko, a niektórzy rysowali. Wszystko pod bacznym okiem pani Mileny, studentek i... rodziców. Okazało się bowiem, że mimo nadchodzących Świąt Wielkiej Nocy (wiadomo, trzeba myć okna) czy też pięknej iście letniej pogody w niedzielę (wiadomo trzeba poświęcić palmę albo iść na spacer) bardzo dużo rodziców zostawało z dziećmi i świetnie się bawiło. Wcale do końca nie pomagali swoim pociechom. Dostali swój gliniany „batonik” i coś tam, coś tam im wychodziło. A ja ich wszystkich podglądałam...

Michał Skiepko:
- Jestem z córką Gabrysią (8 lat). Przyjechaliśmy z Łomży, pierwszy raz. Chciałem, żeby zobaczyła jak wygląda otwartość Izby, chciałem też sam zobaczyć jak wygląda nowa siedziba. Trochę trudno znaleźć to miejsce, ale spokojnie trafiliśmy. Na górze jest bardzo sympatycznie. Świetnie się bawię. A Gabrysia? Gabrysia, zajęta lepieniem psa, odpowiedziała, że jest bardzo fajnie.

Piotr Dec:
- Jesteśmy z synem (Iwo, 8 lat) pierwszy raz. Jest bardzo fajnie, uważam, że to dobra inicjatywa. Rzadko bywam w Izbie, więc przy okazji obejrzałem nową siedzibę. Jest lepiej niż w poprzednim miejscu i parking na plus.

Tomasz Kakareko:
- Moja żona – Agnieszka, jest architektem i członkiem Izby, ale nie mogła przyjść, więc ja z córką Kariną) reprezentujemy naszą rodzinę. Inspirujące zajęcia, inicjatywa jak najbardziej godna pochwały i dalszego kontynuowania.

Karolina:
- Przychodzę od zawsze. Kreatywna zabawa, która bardzo mi się podoba. Fajny klimat, można wymyślać co się chce. Lubię zajęcia z gliną.

Anna Winsław (17 lat):
- Jestem uczestniczką warsztatów od początku ich wprowadzenia. Dziś wylosowałam temat „znużenie”. Jest w porządku. Wyobrażam sobie, że może go oddawać ciąg starych prl-owskich bloków, takich... bez energii. Chcę nauczyć się szkicowania perspektywy, przyda mi się. To bardzo kreatywne zajęcia, lubię tu przychodzić.

Aniela:
- Wylosowałam „strach”. Więc rysunek będzie stereotypowy - nawiedzony dom. Chciałam pójść w różne jego kształty, żeby był zarośnięty. Podoba mi się dzisiejszy temat, ale jest trudny i będzie wymagał pracy. Fajne wyzwanie. Jestem już kolejny raz na warsztatach. Wszystkie mi się podobają, wszystkie mają wysoki poziom. Ten dzisiaj jest może bardziej przydatny, mniej zabawowy.

Aneta Brzóska:
- Jesteśmy z Leonem (8 lat) kolejny raz. Dlaczego? Bo za każdym razem jest fantastyczna, kreatywna zabawa. Oprócz samych zajęć, jest fajna atmosfera. Kontakt z rówieśnikami. Za każdym razem tematy dają pole do kreatywnej zabawy, pomagają wyciągnąć pomysły, które siedzą gdzieś w tych małych główkach.
I mama z dumą pokazuje kulkę gliny, która przecież jest kotem. No jak nie jest, skoro ma pyszczek i nawet się uśmiecha.

Milena Klimowicz:
- Jestem szczęśliwa, jak za każdym razem i pozytywnie zmęczona – ocenia arch. Milena Klimowicz. - Cieszę się, że mogłam się z wami ponownie zobaczyć i stworzyć przepiękne dzieła. Dziękujemy koledze arch. Marcinowi Marczakowi - przewodniczącemu Izby i Okręgowej Radzie za możliwość organizacji tej fajnej i, jak się okazuje, potrzebnej zabawy i integracji środowiska. Dziękuję studentom Samorządu WA PB za wsparcie i pomoc w realizacji spotkania. Dziękuję rodzicom, członkom PDOIA RP za tak liczne przybycie i uczestniczenie jako wspaniali twórcy w warsztatach. Mam nadzieję, że widzimy się przed Bożym Narodzeniem!



Makiety podarowane przez studentów Wydziału Architektury Politechniki Białostockiej



































































